<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Beczka śmiechu">
<author_1="Wiech">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="10">
<date="1954-10-17">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Teraz obecnie musiem zwrócić swoją uwagie na urządzenie, którego nie posiada żaden teatr, nie tylko w kraju ale i za granicą: okratowane okna koło sceny. — Jest to ostatni krzyk techniki teatralnej — areszt miejscowy dla chuliganów. Nie potrzebujem się już obawiać zabradiażenia porządku publicznego w teatrze przez tak zwany element. Zdejmujem rozrabiającego chuligana z sali i do mamra go! W ten deseń my odzyskujem spokój, nie pozbawiając jednocześnie podupadłej jednostki moralnego wpływu, jaki może czerpać w dalszem ciągu z oglądania przez kraty odgrywanej na scenie sztuki — Podczas, gdy w każdem jednem teatrze w Warszawie, czy to na prowincji w tem miejscu na scenie jest zwyczajna firanka, na Żolibrzu widziem drzewo wiadomości złego i dobrego. Cóż to było za drzewo, nie potrzebujem detalicznie objaśniać, bo wszyscy wiemy, że znajdowało się w raju. Roślina niem rajskie jabłuszka których pierwszem naszem rodzicom, Adamowi i Ewie pod groźbą utraty państwowej posady naczelnego derektora tak zwanych terenów zielonych nie wolno było ruszać. I otóż pewien facet, który na te posadę lefrektował, za węża się przebrał, wlazł na drzewo i dawaj Adamową bajerować, że jak wtroi rajskie jabłuszko i mężowi da, do wielkiej forsy dojdą. Adamowa dała się uderzyć w kant, urwała jabłko, wsunęła połowę, a resztę mąż wtrząchnął. Możeby się było nie wydało, żeby nie to, że się korzonkiem zakrztusił. Przylecieli na to aniołowie z personalnego, za halc go i wont z posady z 32 artykułu. Na te pamiątkie, że trzeba szanować przepisy służbowe i wystrzegać się najdrobniejszych nawet kradzieży zwłaszcza w miejscu pracy — mamy teraz to drzewo.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
